Drodzy Użytkownicy,

Uprzejmie informujemy, że Administracja forum dyskusyjnego miłośników broni i strzelectwa "FORUM-BROŃ.PL" ogłasza konkurs na nowe LOGO. Celem konkursu jest wyłonienie najlepszego znaku graficznego "FORUM-BROŃ.PL".
Szczegóły dotyczące konkursu znajdują się w tym temacie.
Zapraszamy :-D

Jak kupowac Colta - poradnik

Moderator: Moderatorzy CP

Awatar użytkownika
Cpt. Nemo
R.I.P
R.I.P
Posty: 2874
Rejestracja: 2005-04-18, 00:57
Lokalizacja: Warszawa
Grupa: RIP
Kontaktowanie:
Status: Offline

Jak kupowac Colta - poradnik

Postautor: Cpt. Nemo » 2005-09-13, 16:12

Uaktualnilem to co kiedys tu pisalem, w jakiejs dyskusji. Moze komus sie przyda, moze pomoze :)

Zdecydowales :) - to bedzie rewolwer bo tak i juz :)
Lapiesz pieniazki (czesto dlugo zbierane) i pedzisz do sklepu. Kazdy jest piekny, sprzedawca zazwyczaj popiera kazdy Twoj wybor, a im drozszy wybierzesz tym poparcie trafnosci staje sie bardziej zachecajace :) Piekna bron, fabrycznie nowa, musi byc doskonala... Siegasz po pieniadze...

STOP STOP STOP

Nie napalaj sie, dzialaj chlodno i z rozwaga

Przed wyjsciem do sklepu zaopatrujemy sie w mloteczek i kawalek skorki, albo mloteczek gumowy, choc ciezko maly kupic, to jak juz sie uda to i na potem sie przyda :) Ja mam maly metalowy mloteczek, na ktorego glowke przymocowalem skore chroniaca klin przed odrapaniem przy uderzeniach :)
Warto miec ze soba odpowiednio szeroki srubokret dopasowany do sruby od klina ( stosunkowo cienkie naciecie).
Wez sobie patyczek, najlepiej kwadratowy w kalibrze .44 (jesli taki kaliber wybrales) tak zeby wchodzil do lufy na dosc scisle pasowanie ale bez przesady. ( kwadratowy jest chyba lepszy od okraglego z dwu powodow :) Latwiej wystrugac i rogami latwiej zaczepi o ewentualna nierownosc, choc kto to tam wie :))
Bierzemy tez latareczke, silna jednodiodowa czy jednozaroweczkowy paluszek bedzie OK.
Jak masz szczelinomierz to tez sie przyda :)
Ekwipunek juz mamy :)
Mloteczek, srubokret, patyczek, latareczka, szczelinomierz
Teraz mozemy udac sie na zakupy.

Obrazek

SKLEP

Wez rewolwer i wsun patyczek w lufe, sprawdz czy wchodzi bez zadnych zaczepien w otwor bebna, potem wysun, przekrec beben o jeda komore kurkiem i znowu potestuj patyczkiem i tak wszystkie komory za dwa razy Jesli OK, to juz wiesz, ze beben i lufa sa osiowe.

Obrazek

Teraz popatrz na klin, czy jest gleboko wbity czy mniej wiecej rownomiernie, czy nie ma za duzych luzow miedzy jego krawedziami a otworem przy lufie. Wybij klin i sprawdz czy nie jest wbity "na chama".

Obrazek

Po wybiciu zdejmij lufe, odciagnij kurek na pierwsza pozycje i wyjmij beben, obejrzyj czy gdzies nie przyciera czy jest osadzony w miare sztywno na osi i nie kolebie sie na boki, zarowno beben jak i kurek
Podobnie osiowosc mozesz sprawdzic swiecac latareczka wglab lufy - az do komory bebna. Na oko bo na oko, ale warto przy okazji obejrzec wnetrze lufy i komor w bebnie.
Beben odloz na stolik i zaloz sama lufe na oske, tak aby dolna opora nie trafila na swoje miejsce tylko byla z boku. Raz z prawej, a raz z lewej strony dolnego podparcia ( tego co ma dwa koleczki stabilizujace).

Obrazek

Obrazek


Pokrec zalozona lufa wjezdzajac nieco na dolna podpore i zobacz czy wchodzi plynnie, nie za ciasno i nie za luzno, to ma byc dobrze spasowane.
Z obu stron ma wchodzic tak samo ciasno z kontaktem ale bez zbednych oporow.

Obrazek

Teraz zaloz beben i lufe, docisnij mocno klin palcem i sprawdz patyczkiem czy sie nie zmienilo centrowanie lufy i otworow w bebnie. przesuwajac beben po osi czy nie ma zbyt duzej szczeliny miedzy bebnem a lufa, dopuszczalna jest ok. 0,2mm ale jak jest mniej to tez OK, aby tylko beben nie tarl o lufe przy obracaniu. Zauwaz, ze zab obracajacy beben tez jest na sprezynie i bedzie lekko dopychal beben do lufy, odciagnij zatem beben, podczas pomiaru szczeliny, palcami do tylu.

Obrazek

Teraz lekko dobij klin drewnianym czy gumowym mloteczkiem i od nowa sprawdz patykiem centralnosc otworow lufy i bebna i czy nie zmienil sie luz bebna i czy dalej nic nie obciera.

Obrazek

Beben powinien sie obracac prawidlowo przy naciaganiu kurka, a po oddaniu nibystrzalu ( trzymajac palcem kurek, drugim wciskasz spust i delikatnie opuszczasz kurek na kominek) zapadka powinna ustabilizowac beben w prawidlowym polozeniu. Kurek nalezy odciagac dosc energicznie.

Uff, prawie wszystko.

Teraz sprawdz czy pozycja bezpieczna kurka jest stabilna i czy napewno nie da sie strzelic, nie uzywaj max sily, ot jakies 4 kilogramy wystarczy (4kilo cukru w siatce powieszone na palcu uswiadomi Ci jaka to sila :))
Potem napiecie bojowe i kilka pustych strzalow, lepiej podlozyc kawalek cienkiej skorki zeby nie rozklepac kominkow, ale na kilka strzalow nie jest to konieczne. Sprawdz dokladnosc pasowania elementow, pokrycie oksyda, jakosc grawerki na bebnie i widocznosc przyrzadow celowniczych, czy muszka jest prosto zamocowana na lufie a szczerbinka ladnie rowno wycieta na kurku i czy nie za duza bo zazwyczaj potem sobie poprawisz/dopasujesz iglaczkiem.
Teraz jeszcze jedno (jesli Ci pozwola) sprawdz czy srubka mocujaca klin da sie wykrecic, bo czesto nie bardzo. Ostroznie, dobrze dopasowanym srubokretem, aby nie uszkodzic sruby.

Obrazek

Czasem trzeba przegwintowac niestaranny gwint, mozna to zrobic pozniej i nie jest drogie.
Inne sruby tez warto sprawdzic ale moga Ci nie pozwolic rozbierac rewolweru na kawalki.
To juz wszystko, nastepne to kontrolny strzal, ale tego juz Ci zapewne nie wszedzie umozliwia wiec kupuj i na strzelnice )
To z grubsza tyle, ideal ciezko znalezc wiec szukaj przynajmniej czegos zblizonego :) Pamietaj, wszystko mozna poprawic i dopasowac, choc nie wszystko samemu i nie zawsze tanio
Ostatnio zmieniony 2006-08-17, 02:09 przez Cpt. Nemo, łącznie zmieniany 3 razy.
Pozdrawiam, cpt.Nemo - GG 175472
Virago 535 Warszawski Szwadron Kawalerii CP
Wprawdzie Konstytucja gwarantuje wolność wypowiedzi, ale nie gwarantuje wolności po wypowiedzi...


Awatar użytkownika
jackie
Zarejestrowany użytkownik
Zarejestrowany użytkownik
Posty: 196
Rejestracja: 2004-05-28, 01:25
Lokalizacja: Gdańsk BK Strzelców Czarnoprochowych Straży Zamkowej w Czersku
Grupa: Zarejestrowani użytkownicy
Kontaktowanie:
Status: Offline

Postautor: jackie » 2005-12-10, 16:31

Proponuję zwrócić uwagę na równoległość szczeliny w dwóch płaszczyznach /patrzymy z góry i z boku/ nie może być klinem - o tym mogą też świadczyć ślady przytarcia oksydy na czołowej powierzchni bębna.
W lufie zainteresuj się głębokością gwintu i w którą stronę gwint się kręci /reakcja broni po strzale jest przeciwna do skrętu gwintu - tak twierdził Sir Izaak N. jak mu jabłko wyrżło w czaszkę/
Poświeć latareczką na pola gwintu - powinny być w miarę gładkie. Co czai się w bruzdach jest mniej istotne.
Kołki ustalające powinny być bardzo ciasno osadzone w szkielecie, a mniej w lufie - sprawdź bo mogą być jak zamek w karabinie Pawlaka - wylata i klops.
Sprawdź organoleptycznie siłe niezbędną do ściągnięcia spustu - może się znacznie różnić w poszczególnych egzemplarzach, a piłowania spustu po zakupie specjalnie nie polecam /spust za lekki też chyba nie jest dobry/

PO zakupie zdecydowanie rozbierz nagana, usuń pozostałości obróbki /wióry/, powierzchnie współpracujące potraktuj glanc papierem, a na końcu nawet przepoleruj wełną stalową 00 lub 000. Nie żałuj tłuszczyku w postaci brunoxa czy balistolu.

Moje prywatne doświadczenia i kolegi - jeżeli na lufie masz wybite słowo na literę H to uciekaj z krzykiem i wybierz coś inego
.... tu jest błyskotliwa sentencja powalająca jak kula z Walkera
------------------
Morini CM 162 EI, Anschuetz Premium9003, Walker, Navy,Pennsylvania, pistolet Kentucky 0.44, Sharps 0.45"


jacek sygula
Sponsor Forum
Sponsor Forum
Posty: 2496
Rejestracja: 2005-05-22, 18:59
Grupa: Sponsor Forum
Kontaktowanie:
Status: Offline

Postautor: jacek sygula » 2006-03-10, 21:06

SZANOWNY CAPITANIE-ZDARZA SIĘ [BARDZO CZĘSTO] ŻE REWOLWERY PIETTY MAJĄ DOSŁOWNIE WPRASOWANY KLIN I KTOŚ KTO NIE MIAŁ Z TYM DOCZYNIENIA-NIECH SIĘ NIE BIERZE NAWET W MYŚLACH ZA WYBIJANIE KLINA-ALE MOŻNA, A NAWET TRZEBA ZAŻĄDAĆ TEGO OD SPRZEDAWCY W SKLEPIE-CHOCIAŻ CP. JEST BEZ ZEZWOLEŃ-OBOWIĄZUJĄ WSZYSTKIE ZASADY OBCHODZENIA SIĘ Z BRONIĄ I DO OBOWIĄZKÓW SPRZEDAWCY TO POWINNO NALEŻEĆ-JAK SAM W SKLEPIE SOBIE ZRYSUJESZ-TO JUŻ NIC NIE MUSISZ SPRAWDZAĆ-TYLKO WYCIĄG SZMAL I PŁAĆ!!!!!-A CO DO RESZTY CAPITAN MA 100% RACJE-POZDRAWIAM


Awatar użytkownika
Cpt. Nemo
R.I.P
R.I.P
Posty: 2874
Rejestracja: 2005-04-18, 00:57
Lokalizacja: Warszawa
Grupa: RIP
Kontaktowanie:
Status: Offline

Postautor: Cpt. Nemo » 2006-11-10, 22:14

Troszkę o myciu i smarowaniu :)

Podczas pobytu na strzelnicy czasem może zajść potrzeba przeczyszczenia naszej broni, zanieczyszczona nagarem lufa może znacznie pogorszyć celność, a w broni jednostrzałowej ładowanej odprzodowo nawet uniemożliwić załadowanie pocisku.
My posiadacze rewolwerów jesteśmy w zdecydowanie uprzywilejowanej sytuacji. Łatwo zdejmowane lufy naszej broni są otwarte na przestrzał. Bęben także prosto zdjąć i wykręcając kominki uzyskujemy doskonały dostęp do jego wnętrza, nawet niewypał łatwo w ten sposób wypchnąć.
Przewód lufy przecieramy, w razie potrzeby, wyciorem zakończonym mosiężną szczotka, czy uchwytem na szmatkę lub pakuły z olejem albo bolcem z nakręconym filcowym przecierakiem.
Obrazek
Wnętrza bębna myć ani smarować w trakcie strzelania nie ma potrzeby, jedynie może zajść konieczność przeczyszczenia czy przesmarowania jego osi, aby przywrócić lekkość obrotów.
Posiadacze pistoletów i broni długiej mają nieco trudniej, ale oni zazwyczaj używają pocisków podkalibrowych owiniętych flejtuchem mocno nasączonym w smarowidle.
Najlepiej w strzelaniu sprawdzają się wszelakie smarowidła domowej produkcji oparte zazwyczaj na margarynie Plancie i wosku, czasem z dodatkiem oleju. Tak nasączona łata oraz czasem przybitka, przeczyszcza i przemywa lufę przy każdym strzale.


Już na strzelnicy, po zakończeniu strzelania warto choć troszkę zadbać antykorozyjnie o naszą broń.
Jest teraz uwalana resztkami smarów, okopcona produktami spalania czarnego prochu, w komorach ładunkowych bębna i w lufie sporo nagaru.
Wystarczy odrobina wilgoci aby ruszyła korozja.

Są takie strzelnice gdzie bron można umyć, są takie miejsca gdzie broń trzeba umyć.
Przypuśćmy że znajdujemy się na jakichś wyjazdowych zawodach lub innych strzelaninach które mogą potrwać kilka dni. Wtedy woda, szczotka, wycior, płyn do mycia naczyń i wszelakie smarowidła będą nam niezbędne.

W innych przypadkach możemy udać się do domu, gdzie warunki do mycia będą najlepsze.


Ja robię tak jak opiszę poniżej.

Po zakończeniu strzelania nawilżam nagar jakimś preparatem nie przejmując się zbytnio czy to będzie Ballistol, Brunox, K2 007, jakiś olej czy oliwka do broni. Nawilżam tym co mam pod ręką i co stosuje w danym momencie. Producent nie gra tu specjalnej roli. Dość dokładnie napylam płyn na wewnętrzna powierzchnię lufy, na wewnętrzne otwory bębna, na mechanizm w okolicach kurka i spustu. Owijam w szmatkę i niosę swoje żelastwo do domu.
Obrazek
Proste, twarde chłopy Dzikiego Zachodu mawiali : po strzelaninie umyj broń zanim się wysikasz.
Sporo w tym powiedzeniu prawdy, aczkolwiek jeśli z jakichkolwiek względów mycie nie może nastąpić natychmiast to zabezpieczona jednym z powyższych specyfików broń może troszkę poczekać. Nie zawilgocona broń przechowywana w suchym miejscu nie tak już prędko zacznie korodować, ale wystarczy odrobina wilgoci aby rdzawe plamy pojawiły się już nawet po minucie-dwu.

Dawne instrukcje wojskowe przewidywały porządne czyszczenie broni nawet w warunkach polowych. Mycie wodą potem wycieranie, suszenie i smarowanie. Smarowanie miało ważniejsze zadanie w ochronie przed korozją niż w smarowaniu zmniejszającym tarcie mechanizmów ruchomych. W przypadku braku smarów zalecano używanie łoju wołowego, tłustych boczków, bekonów, smalcu itp. Ważne aby metalowe elementy były porządnie natłuszczone.
O broń dbano bo i droga była i niejednokrotnie życie żołnierza od stanu jego broni bezpośrednio zależało.
Dziś mamy sytuację dosyć komfortową w porównaniu do tych XIX wiecznych żołnierzy. Rzekłbym że nawet nadmiar środków do konserwacji broni i łatwo zginąć w ich natłoku bo wybór jest ogromny. Aż trudno się zdecydować czego użyć...
Ja jestem zwolennikiem rzeczy najprostszych woda, najlepiej gorąca. Można sobie kupić lub skonstruować taka bardzo proste urządzenie podłączane pod wąż prysznica które zapewni wygodne płukanie lufy i bębna.
Obrazek
Można też myć je po prostu w misce, dodając do wody odrobinę płynu do mycia naczyń. Warto zwrócić uwagę aby nie był to płyn cytrynowy czy oparty na occie lub kwasie bo mógłby zaszkodzić oksydzie. W misce myjemy za pomocą plastikowej szczotki dokręconej do wyciora lub specjalnej szczotki włosianej do mycia próbówek.
Obrazek
No tak, ale zanim będziemy myć musi nastąpić czynność która najbardziej przeraża początkującego. Trzeba ten rewolwer jakoś rozebrać. Każdy z nas już wie że wybijając klin rozłączymy lufę i bęben z korpusem broni. I to umożliwia podstawowe mycie, wielu robi błąd i na tym poprzestaje. Robi błąd bo przedmuchy powodują porządne zabrudzenie wewnętrznego mechanizmu, a i spod kurka często spadają resztki kapiszonów które potrafią utrudnić pracę zamka aż do kompletnej jego blokady.
Obrazek
Demontaż rewolweru czarno prochowego jest prosty i nie wymaga żadnych specjalnych narzędzi poza śrubokrętem i kluczem do wykręcania kominków. Niewątpliwie zaskoczy nas mała ilość części które znajdziemy we wnętrzu obudowy.
Dobrze jest przygotować sobie jakąś tackę na której będziemy spokojnie mogli rozebrać nasz rewolwer nie martwiąc się ze jakaś śrubka nam ucieknie czy blaszka się zawieruszy.

Po zdjęciu lufy i bębna odkładamy je na bok i przystępujemy do dalszego demontażu.

Opuszczamy kurek i odkręcamy dobrze dopasowanym śrubokrętem dwie śruby umieszczone z tylu tuż przy osi kurka oraz jedną na dole rękojeści. Ostrożnie zdejmujemy rękojeść wraz z fragmentem jej metalowej obudowy.
wykrecamy te dwie sruby i trzecia na spodzie rekojesci
Obrazek
po wykreceniu tej trzeciej sruby mozemy zdjac rekojesc
Obrazek
tak zdejmujemy rekojesc
Obrazek
Drewniany element rękojeści można a nawet trzeba umyć jakimś płynem do konserwacji drewna, najlepiej opartym na wosku.
drewniane elementy czyscimy srodkami do drewna
Obrazek
Elementy mosiężne myjemy w odpowiednim do tego celu preparacie do konserwacji mosiądzu, choć są też i tacy którzy elementów mosiężnych niczym nie czyszczą uważając patynę za zupełnie ładną ozdobę. Decyzję pozostawiam Twojemu uznaniu.
elementy mosiezne czyscimy preparatem do mosiadzu
Obrazek


Teraz chwytamy broń w sposób pokazany na zdjęciu i odkręcamy 3 kolejne śrubki od spodu.
tak trzymamy bron odkrecajac dolna czesc szkieletu
Obrazek
Wygodniej rozpocząć od pojedynczej a potem te dwie razem.
odkrecamy trzy sruby
Obrazek
Zdejmujemy element ze sprężyną główną ( której nie musimy odkręcać ).

Zdejmujemy element ze sprezyna glowna, widok na otwarty zamek
Obrazek

Musimy wykręcić śrubę mocującą sprężynę dwupalczastą, pierwszy raz może być troszkę zapieczona więc radzę stosować dokładnie dopasowany śrubokręt.
zdejmujemy sprezyne dwupalczasta
Obrazek

Przyszła kolej na śrubki boczne. Ich wykręcenie umożliwia zdjęcie kolejno blokady bębna, cyngla i kurka.
musimy odkrecic te trzy sruby zaczynajac od dwu pierwszych
Obrazek
zdejmujemy blokade bebna i cyngiel
Obrazek
Warto zauważyć ze wyjmujemy zespół kurka wraz z popychaczem bębna i zamontowaną na stałe na nim sprężynką popychacza.
po odkreceniu trzeciej sruby zdejmujemy kurek wraz z mechanizmem obrotu bebna.
Obrazek

Odpowiednim kluczem wykręcamy kominki z bębna.
Obrazek
zdjety pierwszy kominek
Obrazek
Mamy wszystko „w proszku” jedynym elementem którego dotychczas nie zdemontowaliśmy jest pobojczyk, a właściwie praska do wciskania kul do bębna. Zrobiliśmy to celowo, bo łatwiej myć lufę gdy można ją trzymać w strumieniu gorącej wody za ów element.
Colt Navy rozlozony na czesci
Obrazek

Możemy przystąpić do mycia.
Powinniśmy pamiętać iż z racji wysokiej ochoty naszego sprzętu do rdzewienia musimy kolejne elementy myć w możliwie gorącej wodzie, aby potem szybko wysychały i po naoliwieniu były należycie zabezpieczone przed korozją.
Ja najpierw myję wszelkie drobiazgi, w tym wykręcone kominki za pomocą szczoteczki do zębów wodą z odrobiną płynu do mycia naczyń. Potem zalewam je gorącą woda aż się porządnie nagrzeją wodę odlewam a elementy wyrzucam na suchą ściereczkę i wycieram pozwalając im porządnie wyschnąć. Teraz tylko spryskuję środkiem smarującym i wypierającym wodę. Ostatnio robię to Brunoxem, ale Ballistol czy dowolny inny do konserwacji metalu powinien być dobry.

Następnym elementem do umycia jest korpus rewolweru, podobne traktowanie jak drobnych elementów.

Zostają najważniejsze części bęben i lufa.

Bęben myję w takim samym roztworze jak wszystkie inne części rewolweru szczoteczką do zębów oraz szczotką do mycia próbówek. Potem zwykłe już suszenie i smarowanie.
szczotki przydatne do mycia bebna i lufy
Obrazek

W razie potrzeby przy suszeniu można sobie dopomagać suszarką do włosów.

Pod strumieniem gorącej wody z kranu utrzymujemy lufę naszej broni, po wypłukaniu większości zanieczyszczeń rozpoczynamy szorowanie znane już z poprzednich elementów. Obserwujemy pod światło wnętrze lufy czy jest już wystarczająco czyste. Teraz porządnie nagrzewamy lufę w gorącej wodzie i suszenie, natłuszczanie oraz polerowanie wnętrza lufy wyciorem do uzyskania pełnej czystości i suchości.
Tym myjemy lufe, beben i reszte
Obrazek

Można teraz odkręcić od lufy zespół praski i odpowiednio go nasmarować wewnątrz smarem stałym.
po umyciu zaspolu lufy, odkrecamy i smarujemy elementy ruchome pobojczyka
Obrazek
Do montażu broni będzie nam potrzebna odrobina smaru odpornego na temperaturę. Może być to smar do przegubów samochodowych, smar grafitowy ewentualnie miedziany.
Ten smar zastosujemy do posmarowania gwintów kominków aby po wkręceniu i strzelaniu kominki nam się nie zapiekły. Podobny smar zastosujemy do posmarowania mechanizmów zamka, rolki na kurku „jeżdżącej” po sprężynie głównej, sprężyny popychacza bębna oraz osi bębna.
Wszystkie metalowe elementy zamka i rekojesci.
Obrazek
Montujemy bron w kolejności odwrotnej do demontażu zachowując kolejność czynności i staranność oraz pamiętając ze nic na siłę, odrobinę siły wymaga montowanie dolnej pokrywy zamka z osłoną cyngla z racji napięcia sprężyny głównej.
Wszelkie śruby dokręcamy z czuciem do lekkiego oporu. Gwinty śrub, przed wkręceniem, smarujemy smarem uniemożliwiającym zapiekanie – grafitowy, miedziany.

Kilkakrotnie napinając i spuszczając kurek obserwujemy prawidłowość pracy rewolweru. Jeśli wszystko w porządku odkładamy bron w suche miejsce.
Pozdrawiam, cpt.Nemo - GG 175472

Virago 535 Warszawski Szwadron Kawalerii CP

Wprawdzie Konstytucja gwarantuje wolność wypowiedzi, ale nie gwarantuje wolności po wypowiedzi...


Awatar użytkownika
Cpt. Nemo
R.I.P
R.I.P
Posty: 2874
Rejestracja: 2005-04-18, 00:57
Lokalizacja: Warszawa
Grupa: RIP
Kontaktowanie:
Status: Offline

Czym strzelac z Colta - poradnik

Postautor: Cpt. Nemo » 2007-01-13, 16:00

Wiemy juz jak kupić i jak umyć Colta.

Teraz skupię się na tym, czym to żelastwo załadować, aby dało się nim efektywnie i - co równie ważne - efektownie postrzelać na strzelnicy.


Do wyboru są dwie drogi - zakup wszystkich komponentów w sklepie lub samodzielne ich wykonanie. Ta pierwsza jest łatwiejsza, druga wymaga odrobinę większej wiedzy, ale daje również o wiele więcej satysfakcji.
Dokładna lektura instrukcji obsługi naszej broni da odpowiedź na podstawowe pytania dotyczące kalibru, rozmiaru i rodzaju zalecanych pocisków oraz wymaganej ilości prochu.
Popularna nazwa ładunku prochowego stosowanego do oddania jednego strzału, to naważka, czyli masa tegoż ładunku w grainach lub gramach (grain to tradycyjna jednostka w strzelectwie, 1 grain równy jest 0,0648 grama).

Obrazek

Poniższa tabela zawiera podstawowe kalibry rewolwerów Pieta (.36 i .44) oraz zalecane dla nich naważki prochu (wartość normalna i maksymalna) i średnice pocisków. Namawiam do stosowania się do tych zaleceń i nie przekraczania maksymalnych dawek. Proszę pamiętać, stosujemy wyłącznie fabryczny czarny proch, oryginalny bez żadnych dodatków.

Kaliber lufy .36
Masa prochu (grainy / gramy)
normalna 9 / 0,6
maksymalna 12 / 0,8
Średnica okrągłych kul (cale)
.375


Kaliber lufy .44
Masa prochu (grainy / gramy)
normalna 12 / 0,8
maksymalna 15 / 1,0
Średnica okrągłych kul (cale)
.454



Istnieje kilka sposobów mierzenia prochu. Około grama zawiera łuska naboju 9 mm Parabellum, którą możemy znaleźć na strzelnicy i zastosować do naszych celów.

Obrazek

Przydatna okazuje się mała waga elektroniczna, najlepiej dająca odczyty od razu w grainach.

Obrazek

Można używać prochownicy z odpowiednią końcówką pomiarową, choć należy pamiętać, że najmniejsza iskierka może ją przerobić na granat ręczny z bardzo krótkim czasem reakcji.

Obrazek

Powtarzalność dozowanego z prochownicy ładunku nie będzie zbyt dokładna, a zagrożenie wybuchem spore, dlatego ładowanie prochu bezpośrednio z niej nie jest polecane. Na zawodach zazwyczaj broń ładować można wyłącznie za pomocą specjalnych, szczelnie zamykanych fiolek, napełnianych wcześniej przeważonymi porcjami prochu (za pomocą wagi lub specjalnej maszynki porcjującej).

Obrazek

Bardzo sprytna maszynka do konfekcjonowania małych ładunkow czarnego prochu. Ustawiana śrubą mikrometryczna, zapewnia szybkie i dokładne porcjowanie np. do próbówek.

Obrazek

Proch konfekcjonowany jest według granulacji ziaren. Odpowiedni dla rewolwerów ma oznaczenie: Proch D2 Pionki i wielkość ziaren 0,56-0,9 mm. Można stosować również czeski Vesuvit LC pro repliky, historicke zbrane Explosia o ziarnach wielkości ok.1 mm.

Obrazek

Tradycyjnym pociskiem dla rewolwerów do lat 50. XIX wieku jest kula, wykonana z miękkiego ołowiu (z najwyżej kilkuprocentowym dodatkiem cyny) o rozmiarach podanych w instrukcji broni.

Obrazek

Potrzebna będzie gruba przybitka z naturalnego filcu lub odrobina surowej kaszki manny, która w zgodzie z historia, potrafi ją zastąpić, a także kapiszony w odpowiednim rozmiarze (na przykład niemieckie Dynamit Nobel No.1075 4.47, lub czeskie 4 mm).


Odlewanie kul

Obrazek
Komplecik do samodzielnego odlewania pocisków

Dawniej kowboj musiał umieć sam sobie poradzić, gdy zabrakło mu pocisków. Wyciągał wówczas z mieszka posiekany na drobne kawałki ołów, topił go na łyżce w żarze ogniska, a następnie zalewał mosiężną formę, mającą kształt kleszczy, których rozgrzewające się rączki, dla ochrony dłoni owijano skórą lub oprawiano w drewno. Po zakrzepnięciu ołowiu ostukiwał formę drewnianym kołeczkiem i wyrzucał gotową kulę do naczynia z wodą lub na mokrą szmatkę. Cała sztuka polegała na właściwej ocenie najodpowiedniejszej temperatury do odlewu płynnego ołowiu, wtedy kule wychodziły równe, gładkie i jednorodne. Znakomite zarówno do obrony jak i do polowania.
Aby powtórzyć ten wyczyn, musimy zgromadzić ołów (pochodzący na przykład, z ciężarków samochodowych, starych czcionek linotypowych czy nazbieranych wystrzelonych wcześniej kul - choć tak naprawdę najlepszy byłby czysty ołów bo ten z innych źródeł może być zbyt twardy). Do rewolweru możemy i powinniśmy używać zwykłego, miękkiego ołowiu, z co najwyżej kilkuprocentowym dodatkiem cyny. Zapewnia ona nieco większą twardość i lepszą lejność ołowiu. Jej nadmiar szkodzi, bowiem kula będzie wówczas za twarda i zbyt trudna do wtłoczenia w bęben.
Mając zapas ołowiu, chochelkę do jego nalewania (najlepiej z dzióbkiem),

Obrazek

przygotowaną formę do pocisków popularnie zwaną kulolejka,

Obrazek

a także spore naczynie z wodą (na dnie którego położymy kawałek starego ręczniczka), potrzebujemy jeszcze kociołka lub garnka do topienia ołowiu, grubych rękawic (chroniących dłonie przed pryskającym ołowiem) i okularów ochronnych. Przyda się również drewniany kołek, używany do ścinania wlewka uderzeniem w nóż kulolejki. Są wśród nas ortodoksi, stawiający kociołek z ołowiem na gorącym żarze ogniska, są wygodniccy stosujący specjalne elektryczne kociołki z termostatem i wylewką do ołowiu, są i tacy, którym wystarcza mała kuchenka gazowa i zwykły garnek z ołowiem.
Operację odlewania kul najbezpieczniej przeprowadzać w miejscu przewiewnym, gdyż opary topionego ołowiu i zapaszek spalających się w nim zanieczyszczeń do zdrowych nie należą. Stawiamy garnek na ogniu i podgrzewamy do chwili, gdy ołów będzie płynny jak woda i wypalą się wszelkie zanieczyszczenia. W tym czasie dobrze jest okopcić nad płomieniem świecy wnętrze kulolejki. Ten prosty zabieg ułatwi potem wyrzucanie gotowych kul. Mieszamy płynny ołów chochelką i staramy się zebrać z jego powierzchni warstwę ewentualnych zanieczyszczeń i tlenków i wyrzucić ją z kociołka. Następnie nabieramy go w chochelkę i zdecydowanym ruchem wlewamy go do trzymanej nad garnkiem, zamkniętej kulolejki.

Obrazek
Obrazek

Odczekujemy chwilę, a później, lekko uderzając w gilotynkę kulolejki, ścinamy wlewek. Zanim nasza forma nie rozgrzeje się odpowiednio, odlewy nie będą doskonałe, zatem wrzucamy je z powrotem do garnka, pamiętając o tym, że ołów potrafi mocno prysnąć. Gdy kule zaczną nam wychodzić gładkie i w pełni odlane, umieszczamy je w naczyniu z wodą, w którym szybko ostygną.

Obrazek


Taką metodą dość szybko możemy odlać setkę kul, szczególnie, gdy dysponujemy kulolejką dwu i więcej gniazdową. Praktyka uczyni z nas mistrza.
Wydobyte z wody i osuszone gotowe kule można pokryć warstewka oleju (np. balistolu) lub wrzucić do duże, plastikowej butelki po napoju i przetaczać oraz grzechotać w niewielkiej ilości olejku, aż nastąpi ich dotarcie. Do zabawy to zupełnie wystarczy, dla celnego strzelania należałoby kule obtaczać, między dwoma, gładkimi kamiennymi płytami, aby stały się idealnie równe i gładkie. Po tej operacji warto kule dokładnie zważyć i odrzucić odbiegające masą. Mogą one zawierać pęcherzyk powietrza lub inne zanieczyszczenia.
Kiedy zakończymy te wszystkie czynności, jesteśmy gotowi do wycieczki na strzelnicę i wypróbowania naszych nowych pocisków. Praca przy własnych kulach i pociskach daje dużo zadowolenia, przynosi tez wymierne korzyści finansowe, bowiem kilogram ołowiu można kupić już za jakieś 3 złote.

Przechowywanie kul i kapiszonów

Kule, wzorem naszych przodków, najwygodniej przechowywać w skórzanych mieszkach. Może on zostać uszyty z odpowiednio przyciętych pasków skóry (dobrze, aby była miękka, na przykład zamszowa, która dobrze ochroni nasze kule przed uszkodzeniem) lub wykonany z jej połaci, z której wycinamy okrągły plaster. Wystarczy na jego obwodzie rozmieścić otwory do przeciągnięcia rzemienia i sakiewka na kule będzie gotowa.
Dawne normy wojskowe przewidywały na wojskowy rewolwer dwa komplety kul przy żołnierzu i jeden rezerwowy w taborach. Dziś kul nosimy ze sobą więcej, zazwyczaj podczas wizyty na strzelnicy wystrzeliwuję od pięciu do dziesięciu bębenków, ale na szczęście nie musze ich osobiście dźwigać w wielokilometrowym forsownym marszu.
Kapiszony przechowywano w opakowaniach w których je zakupiono, w specjalnym zdobionym pudełku wchodzącym w skład wyposażenia kasety na broń, a czasem w małej kieszonce ładownicy (zawinięte w papierek lub szmatkę).
Ponieważ są to drobne elementy, zgrubiałe żołnierskie czy kowbojskie paluchy miewały z nimi problemy, choćby z założeniem ich na kominek. Stąd też, ładnym i funkcjonalnym dodatkiem będzie kapiszonownik, czyli urządzenie, ułatwiające przechowywanie i nakładanie kapiszonów na kominki. / Na poniższej fotce po prawej stronie widac plaski kapiszonownik ślimak, a po lewej mosiężne pudełeczko na kapiszony/

Obrazek

Istnieją dwa rodzaje mosiężnych kapiszonowników - listewka lub ślimak. Pierwszy ma formę linijki, ze specjalnym prowadzeniem, w które wsuwa się uprzednio kapiszony (do kilkunastu sztuk), a następnie w prosty sposób zakłada na kominek. Ślimak istotnie przypomina nieco to stworzenie, jest to płaska konstrukcja z wolnym miejscem lub spiralą w środku, mieszcząca ok.100 kapiszonów. Obsługa jest prosta, naciskamy dźwignię, u wylotu pojawia się i zatrzymuje kapiszon, który należy nałożyć na kominek.
Warto podkreślić, iż nie do każdej broni dany kapiszonownik będzie pasował. Szczególnie grymaśne bywają rewolwery, więc przed zakupem należy sprawdzić przydatność określonego modelu tego urządzenia.
Proch
Proch powinniśmy przechowywać w szczelnym naczyniu. Szczególnie należy unikać wilgoci i to nie tylko dlatego, że mokry proch trzeba suszyć, ale również dlatego, że nadmierna wilgoć powoduje wytrącenie się z niego saletry. A wówczas albo nie będzie się nadawał do strzelania, albo będzie miał znacznie mniejszą moc. Proch jest higroskopijny i pochłania wilgoć z powietrza, acz nie musimy przesadzać z przechowywaniem - partia pozostawiona w prochownicy potrafi przetrwać zimę i wciąż nadawać się do użycia. Z drugiej strony, dla uzyskania wyższej powtarzalności strzałów warto go porządnie przesuszyć.
Proponuję wariant z którego sam korzystam. Podstawowa rezerwa szczelnie zamknięta w firmowej butelce, zapas na zawody podzielony na korkowane fiolki (dodatkowo chronione w torebce plastykowej z zamkiem strunowej) i nieco prochu w prochownicy do codziennego użytku, czyli zabawy z bronią na strzelnicy.
Zawodnicy lub kandydaci na zawodników powinni ominąć wariant z prochownicą. Równe naważki i wysoką powtarzalność strzałów zapewniają ściśle przeważone miarki prochu w fiolkach w połączeniu z kalibrowanymi, sortowanymi według masy kulami lub pociskami.
Kowboje traktujący zawody jako miejsce spotkań, a nie rywalizacji, mogą spokojnie stosować mój system, posiłkując się na co dzień wygodną tradycyjną prochownicą.

Prochownica

Prochownica to znane od wieków urządzenie do przechowywania i dozowania odpowiedniej miarki prochu. Jej pierwowzorem były (używane przez muszkieterów i wieszane na specjalnym pasie przez pierś) drewniane fiolki zawierające pojedynczy ładunek prochu oraz mała flaszeczka miałkiego prochu na podsypkę panewki.
Prochownice najczęściej maja kształt spłaszczonego rogu, rury lub owalnej flaszki. Ta ostatnia zaopatrzona jest u wylotu w uruchamiany palcem specjalny zaworek i rurkę, w której, jak w kieliszku, zbiera się odmierzona miarka prochu. Materiał, z którego wykonana jest prochownica, ma duże znaczenie, nie może mieć skłonności do iskrzenia powodowanego od uderzenia czy elektrycznością statyczną (zazwyczaj były z mosiądzu, rogu, drewna lub cyny). To chroni nas oraz wszystko co się wokół znajduje przed wybuchem i utratą prochownicy (a bywały i bardzo kosztowne). Biorąc pod uwagę, że noszono je zawieszone lub zatknięte przy pasie lub ułożone gdzieś za pazuchą, każdy strzegł się możliwości wybuchu jak mógł.
Stosowany był i drugi sposób przechowywania gotowego do natychmiastowego użycia prochu - zwitki, tutki papierowe z bibułki papierosowej (czasem nawet połączone z pociskiem i przybitką, prawie jak gotowe naboje). Głównym celem tworzenia takich patronów było znaczne przyśpieszenie i ułatwienie ładowania broni w ciężkich warunkach wojennych lub myśliwskich.
Zwitki przechowywano w ładownicach - skórzanych pojemnikach noszonych na pasie (często wyposażonych w przegródki) lub odpowiednio ponawiercanym drewnianym klocku. W ich wydzielone miejsca wkładało się uprzednio przygotowany patron.
Czasem broń pozwalała umieścić w sobie kompletny ładunek, czasem trzeba go było rozerwać, wsypać proch do lufy, zaś zmiętego papieru użyć jako przybitki. Czasami, aby uzyskać maksymalną szybkostrzelność wojskowej broni gładkolufowej, papier po ładunku dzielono na dwie części, pierwszy kawałek szedł na proch jako przybitka, później wrzucano podkalibrową kulę, a następnie drugi zwitek papieru, aby kula nie wypadła z lufy przy celowaniu. Przy broni gwintowanej lub myśliwskiej gładkolufowej pocisk owijano w szmatkę zwana u nas flejtuchem i pracowicie wbijano w lufę. Znacząco malała szybkostrzelność, ale rosła celność i donośność.

Obrazek
Rewolwer, proch, przybitka, kula i kapiszon to wszystko prócz smaru co potrzeba nam do strzału

Przybitka

Warstwa materiału znajdująca się miedzy prochem a pociskiem miała zapewnić uszczelnienie systemu w momencie wybuchu i spowodować przeniesienie całej siły na pocisk. Cóż nie robiło w historii za przybitkę? Szmatki, filc, drobna kasza, czasem garść trawy, skrawek papieru, krążek tektury czy korka. Dziś najczęściej używamy krążków filcowych lub kaszy manny. W pierwszym przypadku, po napełnieniu komory prochowej po prostu wciskamy krążek odpowiedniej grubości i średnicy i mamy założoną przybitkę, którą wystarczy docisnąć kulą. W drugim, na proch sypiemy kaszkę mannę w ustalonej doświadczalnie ilości, nakładamy kulę i dociskamy. Kaszka znakomicie się spręża i uszczelnia, a przelatując w chwili strzału przez lufę czyści ja z nagaru, zaś natychmiast po jej opuszczeniu ulega rozproszeniu nie zakłócając lotu pocisku. To bardzo dobra uniwersalna przybitka, którą można ładować za pomocą dodatkowej prochownicy.
Jeżeli decydujemy się na przybitki filcowe, to dobrze jest posiadać, jak dawniej, własny wykrojnik, za pomocą którego łatwo i przyjemnie wytniemy odpowiednie krążki. Filc powinien być naturalny, bez sztucznych domieszek mogących zapaskudzić, a nawet zniszczyć lufę. Istnieje możliwość zakupu gotowych przybitek odpowiedniej grubości. Mogą być przechowywane w skórzanej sakiewce, dopełniającej komplet naszego strzeleckiego ekwipunku. Warto również obtoczyć filcowe krążki w odpowiednim smarze lub rozpuszczonym wosku i przygotować sobie ich zapas. Dodatkowo ułatwi to ładowanie i zmiękczy oraz częściowo usunie nagar z lufy.

Ot i wszystko, teraz wróg, jeleń czy tarcza nam nie straszne, jesteśmy gotowi.

Obrazek
PS. Pamiętajmy o słuchawkach
Pozdrawiam, cpt.Nemo - GG 175472

Virago 535 Warszawski Szwadron Kawalerii CP

Wprawdzie Konstytucja gwarantuje wolność wypowiedzi, ale nie gwarantuje wolności po wypowiedzi...


Awatar użytkownika
Cpt. Nemo
R.I.P
R.I.P
Posty: 2874
Rejestracja: 2005-04-18, 00:57
Lokalizacja: Warszawa
Grupa: RIP
Kontaktowanie:
Status: Offline

Poradnik: Kabura dla Colta

Postautor: Cpt. Nemo » 2010-12-31, 16:13

Nasz rewolwerek potrzebuje jakiegos ubranka ?

Poloz rewolwer na papierze, narysuj odpowiedni ksztalt, zostaw troche miejsca na szew, Przyloz rewolwer i sprawdz czy wszystko pasuje. Pamietaj o malym paseczku, ktory tu jest umocowany nitami, on po zlozeniu powinien pojsc tuz pod bebnem i byc dosc ciasno.
Przygotuj odpowiedni plat dosc sztywnej skory - ze starej teczki, cholewy buta, mapnika, fartucha spawalniczego czy inny.
Przenies rysunek na skore i wytnij ksztalt.
Potem zaznacz cyrklem miejsca na otworki, ktorymi pojdzie dratwa. Zrob szydlem, szpila czy wiertarka otworki na mniejszym placie skory, zagnij go i przenies otworki na drugi plat, a teraz wez dratwe, nawoskuj, zaloz na dwa konce dwie igly przewlecz przez pierwszy otworek i naprzemiennie przewlekaj przez pozostale, w kazym otworku znajda sie dwie nitki idace w przeciwnych kierunkach.
Przyszyj lub przynituj cienki pasek, z rzemyka zrob zabezpieczenie na kurek. Przeloz koniec kabury przez oczko powstale z tego paseczka.
Cala robota - po godzince masz kabure :)

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Ot i wszystko :)
Pozdrawiam, cpt.Nemo - GG 175472

Virago 535 Warszawski Szwadron Kawalerii CP

Wprawdzie Konstytucja gwarantuje wolność wypowiedzi, ale nie gwarantuje wolności po wypowiedzi...


raftepes
Zarejestrowany użytkownik
Zarejestrowany użytkownik
Posty: 54
Rejestracja: 2015-12-27, 19:25
Grupa: Zarejestrowani użytkownicy
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Jak kupowac Colta - poradnik

Postautor: raftepes » 2016-02-07, 15:03

Badam nówkę uberti Colt navy 1861 i pojawiły się pytania. Czy jak po zdjęciu lufy colta i ponownym założeniu jej i wbiciu klina zmienia się szczelina między lufą a bębenkiem w zakresie 0.05 - 0.15 mm. to jest to do zaakceptowania? Nadmieniam, że klin jest wbijany w podobny sposób. Ponadto przy sprawdzaniu colta zauważyłem także, że luz między lufą a bębenkiem u góry jest minimalnie większy niż na dole. jest to micro różnica ale jest. Czy gdy na bębnie, pomiędzy kominkami brakuje dwóch "bolców" do blokady kurka między komorami dyskwalifikuje rewolwer i lepiej poszukać innej sztuki? A może ten typ tak ma i z czasem te "bolce / wypustki" odpadają i nie powinienem zawracać tym sobie głowy. Wiem, że jak to w życiu nie ma ideałów ale z drugiej strony nie chciałbym wtopić kasy.


nosu
Zarejestrowany użytkownik
Zarejestrowany użytkownik
Posty: 1381
Rejestracja: 2005-12-27, 09:30
Lokalizacja: Sosnowiec
Grupa: Zarejestrowani użytkownicy
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Jak kupowac Colta - poradnik

Postautor: nosu » 2016-02-07, 17:22

Czytałeś ten temat? Pierwszy post , w nim jest zawarta odpowiedz.


raftepes
Zarejestrowany użytkownik
Zarejestrowany użytkownik
Posty: 54
Rejestracja: 2015-12-27, 19:25
Grupa: Zarejestrowani użytkownicy
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Jak kupowac Colta - poradnik

Postautor: raftepes » 2016-02-07, 21:20

Czytałem. Dokładnie sprawdziłem i okazało się, że szczelina się zmniejsza jak klin wbijam o około milimetr głębiej. Nie mogę dojść jeszcze jak ma być dokonane sprawdzenie wsuwania lufy na boki dolnej podpory. Jak zakładam samą lufę bez bębenka i omijam dolną podporę to podpora lufy jest poniżej około 2 milimetrów od podpory ramy gdy zablokowana jest na osi bębna.


Awatar użytkownika
Cpt. Nemo
R.I.P
R.I.P
Posty: 2874
Rejestracja: 2005-04-18, 00:57
Lokalizacja: Warszawa
Grupa: RIP
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Jak kupowac Colta - poradnik

Postautor: Cpt. Nemo » 2016-02-07, 22:39

Klin w zasadzie powinien być tak dopasowany żeby wciskać go palcem :)
Widziałeś gdzieś w wyposażeniu żołnierza czy kowboja młotek do wbijania klina ?

Pozdrawiam, Leszek
Pozdrawiam, cpt.Nemo - GG 175472

Virago 535 Warszawski Szwadron Kawalerii CP

Wprawdzie Konstytucja gwarantuje wolność wypowiedzi, ale nie gwarantuje wolności po wypowiedzi...


Zbigniew Rybka
Zarejestrowany użytkownik
Zarejestrowany użytkownik
Posty: 487
Rejestracja: 2011-10-07, 11:40
Lokalizacja: Radzików, Mazowsze
Grupa: Zarejestrowani użytkownicy
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Jak kupowac Colta - poradnik

Postautor: Zbigniew Rybka » 2016-02-08, 09:51

Jeżeli zmienia ci się szczelina podczas wbijania klina (przepraszam za rym), to znaczy, że oś bębna jest za krótka. Spróbuj wkładać krążki z blachy z puszki po piwie (np. wycięte dziurkaczem biurowym) do otworu osi, aż szczelina po włożeniu klina nie będzie się zmieniać. Wysyp krążki, suwmiarką zmierz ich łączną grubość i dorób z dość twardej stali podkładkę o tej same grubości. Włóż podkładkę do otworu osi, używaj rewolweru, a przy czyszczeniu nie zgub podkładki (na wszelki wypadek w notatniku zapisz sobie grubość, żebyś mógł dorobić w razie zgubienia). Ale to już było opisywane kilka(-naście, -dziesiąt) razy...
W. Moore .36 Bondini, C. Moore Pedersoli .46 skałka, Colt Army 1860 Pietta, Mortimer .36 Bondini, Alamo Rifle .50 skałka, Walther CPM 1, FWB C60.


raftepes
Zarejestrowany użytkownik
Zarejestrowany użytkownik
Posty: 54
Rejestracja: 2015-12-27, 19:25
Grupa: Zarejestrowani użytkownicy
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Jak kupowac Colta - poradnik

Postautor: raftepes » 2016-02-08, 11:22

Dziękuję za info. Colta odeślę celem wymiany między innymi ze względu na bębenek, który jest w stanie w jakim nie powinien być oferowany w nowej broni.


Awatar użytkownika
Cereus
Sponsor Forum
Sponsor Forum
Posty: 2180
Rejestracja: 2005-12-10, 22:30
Lokalizacja: Ozorków
Grupa: Sponsor Forum
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Jak kupowac Colta - poradnik

Postautor: Cereus » 2016-02-08, 12:18

Chętnie Ci go wymienię na innego bo ten , który Ci wysłałem to najlepiej zrobiony Colt jakiego widziałem od kilku lat. Idę o zakład że będzie wyjątkowo celny i sprzedam go bez problemu jako selekcjonowany egzemplarz.
Głęboko nawiercony otwór osi bębna to standard u Uberti i nie spodziewaj się że w drugim egzemplarzu będzie inaczej. Koledzy powiedzieli Ci co masz zrobić , mogę też za dodatkową opłatą przedłużyć Ci oś i przypolerować klin tak że będzie wchodził przez wcisnięcie palcami.
Chciałeś żebym wybrał Ci dobry egzemplarz i taki dostałeś. Odnoszę wrażenie że moja praca jest bezcelowa i tracę czas bo klienci nie potrafią odróżnić dobrej broni od spieprzonej.
Jeżeli brak 2 pinów na bębnie jest dla Ciebie ważniejszy niż dobre wykonanie rewolweru to wymienię Ci bez problemu na taki z kompletem pinów.


raftepes
Zarejestrowany użytkownik
Zarejestrowany użytkownik
Posty: 54
Rejestracja: 2015-12-27, 19:25
Grupa: Zarejestrowani użytkownicy
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Jak kupowac Colta - poradnik

Postautor: raftepes » 2016-02-08, 14:13

Jakby to ująć, hm przepraszam, że jestem klientem i oczekuję czegoś dobrego za co płacę. Nie jestem ślusarzem, tokarzem, mechanikiem precyzyjnym itp. Jestem zwykłym użytkownikiem. Rozumiem, że dla kogoś 1425 zł. to mało, dla mnie w sumie za wiele to nie jest ale uważam, że zabawka za średnią krajową powinna być dobra po wyciągnięciu z pudełka. Zamówiłem colta a nie półprodukt colta. Drogi Michale mając na względzie korespondencję e-mailową którą prowadziłem z Tobą można było się domyślić że jestem człowiekiem otwartym i wystarczyło napisać mam to i to, wymaga poprawy za tyle przelewam kasę i po problemie. Teraz będziemy się bawić w odsyłanie itp. Strata czasu a zyskują tylko kurierzy.


raftepes
Zarejestrowany użytkownik
Zarejestrowany użytkownik
Posty: 54
Rejestracja: 2015-12-27, 19:25
Grupa: Zarejestrowani użytkownicy
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Jak kupowac Colta - poradnik

Postautor: raftepes » 2016-02-08, 14:17

A tak na marginesie te brakujące piny mi nie przeszkadzają. ;laughing:



  • Podobne tematy
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Ostatni post

Wróć do „Broń - CP”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: kumat i 5 gości